czwartek, 9 lipca 2015

Naszyjnik w stylu indiańskim - Native American Beadwork

Musiałam zrobić sobie krótką przerwę z wrażliwymi temperaturowo koralikami :)
Przygotowałam już, co prawda, bardzo kolorowy naszyjnik z udziałem "wrażliwców", który następnie przerobiłam na wisior, ...ale po dokonaniu tego zabiegu zastanawiam się, czy jednak poprzednia wersja nie była lepsza.
Ot, dylematy twórcy :)
Póki co dałam mu odpocząć. Nawet zdjęć jeszcze nie wykonałam.
Cały czas kiełkują we mnie nowe pomysły na wykorzystanie tych niezwykłych koralików i możecie się spodziewać kolejnego rzutu Kameleonów i to już niebawem :) Pewnie od tego nieustannego kombinowania, zrobił mi się chaos w głowie i takie przerwy na odświeżenie fantazji, czasami są bardzo wskazane w moim wypadku.
Może jak ów naszyjnik - wisior się "uleży", to w końcu zatwierdzę wersję finalną i będę mogła przedstawić ją światu :)

Dla przewietrzenia postanowiłam nauczyć się czegoś nowego.
Już od dłuższego czasu chodziło mi po głowie wykonanie rozety z koralików, ściegiem wymyślonym przez rdzennych Indian Amerykańskich. Tylko jakoś się do tego zebrać nie mogłam. Teraz przyszedł właściwy czas ku temu.
Żeby nie było :))) dodatkowym bodźcem stała się jedna z prac Grażyny Walczak, która w tym roku bierze udział w Battle of The BeadSmith '15 - prawdziwe dzieło sztuki! Trzymam kciuki za Jej pracę, żeby doszła jak najwyżej.

Ja postanowiłam wykonać coś prostszego na początek, żeby móc się oswoić z techniką.




Przyznam się Wam, że wykonanie takiej rozety - wydawało mi się o wiele prostsze, niż okazało się być w rzeczywistości. W sumie, co w tym takiego wielkiego...??? Ot, koraliki układają się w rzędach łukami, jeden rząd nad drugim. Prościzna ;))) Zwłaszcza jak zna się technikę haftu koralikowego.
A tu, moi Państwo, wcale to-to takie proste nie jest...




Wystarczy dobrać jeden koralik w rządku, który jest nieco większy, czy mniejszy - już wszystko się w rządku rozłazi, przesuwa i straszy swoim widokiem :)
Prułam tą pracę chyba sześciokrotnie (...nie to, że całą, ale spore jej fragmenty). Trzeba naprawdę z wielką ostrożnością dobierać materiał, z którego wykonuje się tego typu rozety. Czasami konkretny kolor Toho, okazuje się być zbyt mało równy.
Mnie trafiła się akurat partia błękitnych Toho Silver-Lined Dark Aquamarine, które były ciut większe od innych kolorów - ...i bieda, ...i trzeba było się trochę pogimnastykować, żeby się w rządku zgadzało.
Pomijam już w ogóle pomysł wykonywania tego tupu pracy mieszając Toho z koralikami Preciosa - dopiero się schody robią! :)) Taki wariant wybrałam na początku tworzenia tej pracy i musiałam się bardzo szybko (bodaj przy trzecim rządku) wycofać z tego pomysłu.



Rozetę wykonałam głównie z matowych koralików Toho. Mogłam przy okazji przetestować nowe kolory z linii Semi Glazed, które całkiem nieźle się prezentują.
W środku rozety osadziłam srebrną obręcz, którą następnie zaczęłam ciasno obszywać koralikami. Dzięki temu, po wycięciu w środku rozety powstała dziurka, przez którą przełożyłam rzemień formując z niego zapięcie. Chciałam, żeby było "po indiańsku", ale jakoś inaczej ;)
Na rzemień nanizałam też dziesięć własnoręcznie wykonanych z Toho przekładek, które swoim kształtem przypominają mi nieco miniaturowe budowle z klocków Lego. Moim zdaniem, te drobne przekładki wprowadziły sporo nowoczesności do projektu. Bez nich, rozeta na rzemieniu,  prezentowała się zupełnie inaczej.  




Tył rozety podszyłam ciemnogranatową naturalną skórą licowaną. Rzemienie zakończyłam srebrnymi mocowaniami, do których przypięty jest karabińczyk i łańcuszek regulujący długość naszyjnika.

Rozeta do drobnych nie należy :)) Ma ponad 80mm średnicy, więc od razu przykuwa uwagę.



Na koniec rzeknę prosto - spodobało mi się tworzenie tego typu biżuterii :)
Może nie będę się porywać na wykonanie kolejnego dysku o tak dużej średnicy, ale kilka mniejszych "ciastek z dziurką" zamierzam wykonać.
Najbardziej w rozetach podoba mi się to, że z odległości wyglądają zupełnie inaczej niż z bliska. Jak patrzy się na tego typu rozetę z kilku metrów - koraliki zacierają swój kształt, kolory zaczynają się nieco zlewać i tylko najbardziej charakterystyczne elementy wychodzą na pierwszy plan. Naprawdę ciekawie to wygląda.
Polecam i zachęcam do korzystania z tej niezwykłej techniki!

Mam nadzieję, że ten naszyjnik zyska Wasze uznanie. Każda opinia jest dla mnie ogromnie cenna, więc zachęcam do pozostawiania komentarzy :)