wtorek, 26 maja 2015

Lekkie kolczyki z sutaszu z Hipiskiem do pary

Kolczyki, które prezentuje poniżej powstawały tak długo, ...że aż wstyd :(
Nawet nie przyznam się na łamach bloga ile to trwało.
Zostały stworzone na zamówienie zjanomej o wyjątkowej cierpliwości, wręcz anielskiej.


Nie będę się jednak kajać i sypać głowy popiołem. W każdej sytuacji trzeba szukać dobrych stron (...czego uczę się po ostatnich wyborach prezydenckich). Dzięki własnej opieszałości mogłam zastosować w tym projekcie nowe, świeżo nabyte materiały, które zakupiłam na Targach Amberif 2015, a także takie, które otrzymałam w prezencie - jak chociażby taśmy cyrkoniowe Preciosa, które dotarły do mnie z Portugalii. Trochę śmieszne, że materiały produkowane przez naszych sąsiadów trzeba sprowadzać z aż tak odległych stron :)) ale co zrobić.



Znajoma dokładnie nakreśliła mi sprawę, jakich kolczyków oczekuje. Najważniejsza dla Niej była kolorystyka: szarość, beż, srebro i nuta fioletu. Od siebie dodałam jeszcze zieleń w formie kulek phrenitu oraz budyniowy odcień żółtych nefrytów - tak dla urozmaicenia. Mogłam też wreszcie wykorzystać szarą muszlę, niezwykle drobną i delikatną, którą obszyłam boki kolczyków.





Kolczyki są ażurowe, niezbyt duże i dzięki temu też niezwykle lekkie.
Ponieważ czułam się bardzo nieprzyjemnie, że realizacja tego projektu trwałam tak długo, do kompletu (choć trochę z innej mańki) wykonałam bransoletkę mającą zrekompensować moją powolność. Tak powstał Happy Hippie w kolorystyce odpowiadającej kolczykom.






...choć kompletem ten duet trudno nazwać :) 

Zarówno kolczyki, jak i Hipisek - zostały oznaczone metkami z moim logo. Zaczynam nieskromnie zauważać, że te niewielkie emblematy pasują mi do każdego projektu ;)





Jak zawsze gorąco pozdrawiam wszystkie osoby dowiedzające.
Cieszę się, że wpadacie coraz częściej, pomimo moich dość długich przerw w publikowaniu nowości. Uwierzcie mi, rosnące statystyki odwiedzin na blogu - cieszą niebywale! Dziękuję!


poniedziałek, 11 maja 2015

SHARK - męska bransoleta z zębami rekina

Postanowiłam się zmierzyć z szalenie trudnym tematem (w mojej ocenie przynajmniej).
Już od dawna chodziło mi to po głowie, ...ale jakoś i odwagi, i czasu brakowało, i zawsze znalazło się z pięćset wymówek ;)
Chodzi mi tu o męską biżuterię.





Temat nie jest dla mnie zbyt prosty i to nie tylko z tego względu, że nigdy nie tworzyłam ozdób dla mężczyzn. 
W duszy gra mi feeria barw i etniczne klimaty - a biżuteria męska jest zupełnie pozbawiona tego typu akcentów. Bałam się, że sknocę sprawę, zniechęcę się porażką i na tym skończą się moje żałosne próby... :(

Dość długo gromadziłam materiały, które by swoją ascetyczną formą emanowały testosteronem ;)
Wyszukiwałam w hurtowniach nity, masywne rzemienie, przekładki pozbawione ornamentów i fantazyjne, choć proste w formie zapięcia. Uwierzcie mi, trwało to latami! Tak, przynajmniej dwa lata kiełkował we mnie ten pomysł i nie miałam odwagi się zmierzyć z tym zadaniem.


Sprawa nabrała tempa w momencie, jak otrzymałam od Taty mieszkającego za granicą zęby rekina. Dzięki Tato! :))

Ten szalenie wdzięczny materiał można znaleźć na plażach w regionach świata, gdzie występują lub występowały te chrzęstnoszkieletowe ryby.
Na naszych polskich plażach można zbierać muszelki i kawałki bursztynu, a u Wybrzeży Florydy takie cuda z piasku się wygrzebuje ;)
Zęby są ciemno wybarwione, gdyż są to tak naprawdę skamieliny - zęby prehistorycznych rekinów, mające nawet po kilka milionów lat. Z upływem czasu morze wyrzuca na brzeg mniejsze sztuki, jednak po większe okazy trzeba się fatygować ze sprzętem do nurkowania. Nadmienię także, że większe okazy zębów, głównie zęby wymarłego Megalodona, osiągają zawrotne ceny i są nie lada gratką dla kolekcjonerów. 



Gdyby ktoś z Was wybierał się w rejony występowania zębów rekina, podaję link na artykuł (pisany łamaną polszczyzną), jak można owe okazy prehistorycznych zębów znaleźć. Ostrzegam tylko, że jest to recepta na znalezienie tych mniejszych zębów...

Zęby rekina są często wykorzystywane w biżuterii lokalnych twórców z tamtego regionu. Nie do końca jednak pasuje mi sposób ich oprawiania...
W takiej skamieniałości szalenie trudno jest wywiercić otwór, choćby najmniejszy - ząb przeważnie pęka podczas takiego zabiegu. Sprawdziłam to wielokrotnie. Nad zrobieniem w zębie dziurki męczyła się moja sąsiadka - Pani Protetyk, mój Ojciec z wiertarką i wiertłem diamentowym i zaprzyjaźniony Pan Bursztyniarz :) Bardzo Wam dziękuję za starania. Niestety, materiał nie dał się pokonać.
Miejscowi artyści oplatają zęby drutem i w taki sposób umieszczają je w pracy.
Nie przekonuje mnie jakoś ta metoda...




Umieszczając zęby w bransolecie, którą tworzyłam, postawiłam na estetykę. Zęby zostały doklejone do skóry mocnym klejem jubilerskim, a następnie przyszyte. Nie wiem na ile ta metoda będzie trwała. Czas pokaże :)
Do bransolety wybrałam bardzo niewielkie okazy i póki co ta technika przeszła wstępne crash testy. Jestem więc dobrej myśli.





Bransoleta składa się z dwóch przeplatających się czarnych skórzanych rzemieni. Rzemień płaski ozdabiają prehistoryczne zęby, zaś rzemień okrągły zdobią specjalnie dobrane przekładki: wykonane z Toho i ze stali nierdzewnej.
Zapięcie magnetyczne bransolety również wykonane jest ze stali nierdzewnej. Dzięki zapięciu i przekładce bransoleta jest cięższa, ale ...w końcu to facet będzie ją nosił! ;)





Prototyp, czyli tą pierwszą sztukę, w której stworzenie włożyłam naprawdę wiele serca, dostał ode mnie w Prezencie Urodzinowym człowiek - mężczyzna - przyjaciel, który jest przy mnie w najtrudniejszych chwilach.

Na koniec wspomnę jeszcze o jednej ciekawostce.
Pojawiła się mianowicie pewna nowość w tworzonej przeze mnie biżuterii :) Od kilku miesięcy każda praca, która opuszcza moją pracownię, sygnowana jest niewielką metką z napisem THila.



Dajcie mi proszę znać, jak się Wam podoba moja męska wizja biżuteryjna :) Będę wdzięczna za każdy komentarz!
Pozdrawiam serdecznie.