środa, 30 października 2013

Kolczyki "Sówki" - haft koralikowy

Niektóre powroty sprawiają  MEGA przyjemność :)
Nie wiem jak to się stało, że na tyle lat "odwiesiłam na kołku" haft koralikowy! Teraz sprawia mi tyle satysfakcji, że niemal każdą wolną chwilę, między zamówieniami oczywiście :), spędzam na tworzeniu nowości w tej technice.



Dziś prezentuję kolczyki "sówki". Są bardzo fikuśne :)) Nieco indiańskie w formie, pikantne w kolorystyce - tak mogłabym je określić.
Wykonałam je przy użyciu metalowych złotych sówek, błękitnych cyrkonii w złotej oprawie oraz metalicznych i matowych koralików Toho w rozmiarach 15 i 11. Dodałam także rurki Preciosa w najmniejszym z możliwych rozmiarów :)), metalowe skrzydła  i kule w kolorze starego złota, słynne dzwoneczki z Tajlandii oraz fasetowane kule szmaragdowego jadeitu.




Szyłam na turkusowym filcu, którego kolor jeszcze podbija intensywność metalicznych Toho. Tył kolczyków podszyłam czarną skórą, a zawiesiłam je na delikatnych biglach kolorystyką spójnych z pozostałymi materiałami wykorzystanymi przy tworzeniu tych kolczyków.




Kolczyki nie są zbyt duże, za to fantastycznie się mienią.
Pierwszy raz korzystałam z Toho w kolorze "pancerzyku żuka" - bo tak, mniej więcej, brzmi tłumaczenie nazwy tego koloru. Przyznaję, kolor jest fantastyczny! Potrafi się pięknie zespoić z towarzystwem, jakie mu damy. Nabiera cech a to fioletu, a to zieleni, czy turkusu! :))) Jest fenomenalny! Już zamówiłam kolejne rozmiary w tym odcieniu.
I będę się bawić, bawić i bawić... :)))

Pozdrawiam Was gorąco!



niedziela, 27 października 2013

Bransolety z kamieni naturalnych

Jakiś czas temu wspominałam, że będę tworzyć kolejne bransolety z kamieni naturalnych. Dziś czas zaprezentować je światu :)


Pierwszą prezentowaną podarowałam koleżance na Urodziny.
Moim zdaniem jest najbardziej elegancka z wszystkich, które "wydziergałam" w ostatnich dniach.
Wykonałam ją łącząc ze sobą we wzór geometryczny noc kairu, nefryt i phrenit. Jubilatka wyglądała na zadowoloną, więc chyba trafiłam w Jej gust :))





Druga została stworzona na zamówienie Galerii Kardamon. Sopockie klientki jakoś szczególnie lubią czerwień :) ..nie będę się zastanawiać dlaczego.
Wykonałam ją z połączenia jaspisu dalmatyńskiego, howlitu i czerwonego szkła (bo naturalny koral wydał mi się w tym przypadku zbyt ciemny).








Trzecia bransoleta została stworzona już bez zamówienia, ale dla własnej przyjemności :) Połączyłam noc kairu z nertytem i kolorowym szkłem. Również wstawiłam ją do Kardamonu. Ciekawe, czy jeszcze tam jest? ...czy może już znalazła dla siebie odpowiedni nadgarstek?






Już zabrałam się za tworzenie kolejnych nowości, tak więc w najbliżym czasie będę mogła opublikować kolejną "dawkę" :) Kilka bransolet jest na zamówienie, ale postaram się też stworzyć nowe wzory.
Pozdrawiam wszystkie osoby tak chętnie zaglądające na mojego bloga!

czwartek, 24 października 2013

Piniata na Urodziny Chrześniaka

Ale Was dzisiaj zaskoczę!
Dziś nie będę publikować nowo stworzonej biżuterii :))) Dziś podam przepis na wykonanie PINIATY!

A co to jest takiego? Hmmm... W tym miejscy wesprę się Wikipedią, wedle której "Piniata to ludowy zwyczaj w krajach latynoskich osadzony w tradycji bożonarodzeniowej. Zabawa polega na strąceniu specjalnie przygotowanej kuli wypełnionej przeważnie słodyczami, których uczestnicy starają się zebrać jak najwięcej".
Stany Zjednoczone oczywiście jako pierwsze podkradły ten rytuał, a teraz powoli tego typu zabawa wkrada się do Europy. Jednak nie jako zwyczaj bożonarodzeniowy - a jako atrakcja na przyjęciach urodzinowych.

Moim skromnym zdaniem: jak coś jest fajne, dostarcza atrakcji i ma innym sprawić przyjemność - dlaczego by nie przysposobić tego typu zabawy..?
Tak też w zeszłym roku mój małoletni Chrześniak otrzymał na Urodziny piniatę, wykonaną oczywiście własnoręcznie przeze mnie (...żeby nie było wątpliwości). Tak się ubawił z kolegami waląc kijem w "papierowego potwora", że w tym roku już nie miałam problemu z prezentem :))) - niemal zostało to zaplanowane, że piniatę ciotka wykona.

Zeszłoroczna piniata była modelem dość eksperymentalnym, że tak to ujmę... W tym roku, korzystając z doświadczeń, mogłam już pójść "o krok dalej".

Podaję poniżej przepis na wykonanie Piniaty - Szerszenia.

Do wykonania PINIATY potrzebne jest:
- kilka dni :)
- klej do tapet
- klej polimerowy uniwersalny - cała tubka
- pędzel (taki na straty)
- taśmy klejące najlepiej przeźroczyste, ale o dwóch szerokościach i i potrzeba ich dość sporo!
- balon (jeden lub kilka, w zależności od tego jaki kształt chcemy osiągnąć)
- gazety papierowe (nie czasopisma drukowane na papierze kredowanym!)
- dość mocny sznurek
- folia do pakowania (ja wykorzystałam czarną w rolce - można kupić na allegro)
- osłona, otulina na rury z pianki (nie mam pojęcia jak się to coś dokładnie nazywa)
- kawałki materiału, wstążki, siatki florystyczne itp.
- papier ozdobny
- folia aluminiowa
- nożyczki
- szydełko
- igła wygięta w łuk
- wiadro! słodyczy :)

Zaczynamy od napompowania balonów. Ja potrzebowałam w tym roku dwóch: jeden bardziej napompowany balon jako odwłok szerszenia, i drugi balon jako głowa.
Następnie rozrabiamy klej do tapet - ale tu UWAGA! Starajcie się dodawać jak najmniej wody do proszku. W zeszłym roku rozrobiłam klej taką ilością wody, jaka była podana w instrukcji - i potem piniata schła niemal tydzień!
Smarujemy klejem gazetę i oklejamy dokładnie każdy balon - trzema lub nawet czterema warstwami.


I tak balony, podwieszone na sznurkach, zostawiamy na dwa, trzy dni, aż klej dokładnie wyschnie. Póki nie wyschnie - nie można kontynuować prac nad piniatą.

Ale jak już wyschnie :)) możemy "pęknąć balonik" - określając tą czynność sloganem Prosiaczka (przyjaciela Kubusia Puchatka). I następnie wyrzucić to, co z niego zostało.


Wówczas pozostanie nam skorupa utworzona z papieru i kleju z otworem w miejscu, gdzie zawiązany był balon. Konstrukcja powinna być dość sztywna, ale też bez przesady - bo przecież największą zabawą jest to, że piniata w końcu ulega, a nie - że jest niezniszczalna...

Tworzenie Szerszenia rozpocznijmy od odwłoku.
Skorupę z gazet okleiłam dodatkowo papierem ozdobnym, który przyklejałam w pasach na klej polimerowy. Ten zabieg nieco umacnia konstrukcję, ale najważniejsze jest to, że nie moczy skorupy.


Kolejnym krokiem jest fastrygowanie. Na zdjęciu powyżej już widać jak przez papierową konstrukcję przechodzi sznurek.
Tu przyda nam się szydełko. Sznurek przeciągamy z góry na dół, ale dookoła balonu. Czyli zaczynamy od zrobienia dziury szydełkiem jakieś 6 cm poniżej otworu - wciągamy sznurek do środka (bo końce sznurka muszą wychodzić po zewnętrznej stronie), następnie robimy kolejną dziurkę w odległości około 8 cm poniżej poprzedniej i wyciągamy sznurek na zewnątrz. I tak dookoła "balonu" - pamiętając jednak, że sznurek musi nam wyjść po przeciwnej stronie konstrukcji NA ZEWNĄTRZ.



Jak już skończymy jedną fastrygę - zaczynamy drugą. Musimy bowiem podzielić konstrukcję fastrygami jakby na cztery części (najlepiej równe). Dlaczego to robimy? Bo jak wsypiemy na końcu do środka słodycze - całość nabierze solidnej wagi i gdybyśmy zawiesiły piniatę na sznurkach przymocowanych tylko w okolicach otworu, po prostu ciężar słodyczy spowodowałby urwanie się papierowej części z linek.
Na spodzie konstrukcji - fastrygi powinny się nam skrzyżować (mam nadzieję, że to widać na zdjęciu poniżej).


Nie róbcie też otworów na fastrygę zbyt blisko siebie - żeby nie osłabić konstrukcji. Im mniej otworów - tym piniata będzie mocniejsza i będzie wymagała więcej wysiłku, żeby ją pokonać :)

Na końcu, jak już przeprowadzimy linki - powinno to wyglądać mniej więcej tak:


Szerszeń musi mieć owadzie nogi. Do ich stworzenia wykorzystałam otulinę na rury z miękkiej panki i czarną folię do pakowania.


Otulinę pocięłam wzdłuż na cztery części, żeby nogi były dość cienkie, a następnie owinęłam ją czarną folią. Aby nadać nogom odpowiedni kształt - zastosowałam bezbarwną taśmę klejącą (taką szkolną, normalnej szerokości).


Stópki formowałam podwijając końcówkę otuliny. Tym sposobem wykonałam sześć nóg.
Ważną sprawą jest to, żeby na końcu każdej nogi zostawić kilka cm luźnej folii (bez otuliny w środku). Posłuży nam ona do mocowania.
A nogi mocujemy tak :))


W odpowiednim miejscu robimy brutalnie dziurę w konstrukcji odwłoka.


Następnie przeciągamy przez otwór owadzią nogę, ale wciągamy ją do środka aż do momentu, kiedy wejdzie nam kawałek otuliny. Otulina jest miękka i uszczelni nam otwór. Jak na takich samych zasadach przymocujemy drugą nogę - wkładamy do "balona" obie dłonie i związujemy na supeł (w środku) folię, którą pozostawiłyśmy na końcach każdej nogi. Tylko trzeba to zrobić ostrożnie, żeby nie porozdzierać otworu na górze odwłoka.
Kolejne nogi mocujemy tak samo. Im nogi są bliżej otworu wlotowego - tym jest łatwiej :)) Ale musimy zacząć mocowanie nóg od samego dołu.


Tak wygląda mój szerszeni odwłok z nogami :)

Kolejną ważną sprawą są skrzydła.
Skrzydła wykonałam z tych samych materiałów, co nogi, ale już nie cięłam otuliny.


Z otuliny uformowałam kształt skrzydeł, a następnie owinęłam go folią.


Całość zabezpieczyłam jeszcze taśmą klejącą (szeroką), żeby umocnić skrzydła. Na końcach skrzydeł stworzyłam też z taśmy "ogonki" umożliwiające ich przymocowanie.


Skrzydła przytwierdziłam do korpusu w taki sam sposób, jak mocowane były nogi. Taśmę związałam od środka na supeł.



Czas zabrać się za głowę.
Skorupę uzyskaną po mniejszym balonie owinęłam czarną folią, zabezpieczając szeroką taśmą klejącą. Taśmą trzeba też zabezpieczyć brzegi przy otworze wlotowym.

Owadzie oczy wykonałam formując srebrną folię aluminiową w owale, które owinęłam jaskrawozieloną siatką florystyczną i owinęłam grubą taśmą klejącą. Mocowania owadzich ślepek również wykonałam z taśmy klejącej.



Folia aluminiowa daje nam możliwość uformowania każdego kształtu, więc polecam. Ale jakbym chciała wykonać oczy okrągłe - pewnie przymocowałabym piłeczki tenisowe, albo ping-pong'owe.

Oczy mocujemy do konstrukcji głowy owada dokładnie tak samo jak nogi i skrzydła - czyli od środka musimy związać mocowania z taśmy na supeł.


No i czułki, które wykonałam z paska otuliny (podzieliłam otulinę na cztery części wzdłuż).



Na końcu każdego czułka zrobiłam kulę z folii aluminiowej, po czym cały czułek owinęłam turkusową satyną florystyczną. Kształt uformowałam taśmą klejącą.


I tak czułki zostały przytwierdzone do głowy.


Oczywiście, tak samo jak w przypadku skrzydeł i odnóży, końce wchodzące w czaszę głowy związałam od środka na supeł.



Widoczne już na zdjęciach powyżej szczęki Szerszenia, uformowałam z czarnej folii do pakowania i, tak jak wszystkie inne elementy, przymocowałam je do głowy związując od środka ich końce.

Teraz najprzyjemniejsze :)
Mamy już gotową głowę i odwłok - czas wypełnić owada słodyczami!


Pakujemy do odwłoka ile wlezie! Wrzucajcie jednak słodycze, które są zapakowane w papierki! ..nie ma co ufać farbie drukarskiej na gazetach i klejowi do tapet - a z tego składa się wnętrze owada. Poza tym, piniatę rozbija się przeważnie na dworze, więc jak słodycze wypadną z jej wnętrza - większą radość sprawią dzieciakom jak będą zdatne do spożycia :)



Piniata - Szerszeń została wypełniona słodyczami po brzegi! Teraz najtrudniejsza sprawa. Musimy przyszyć głowę owada.
Sięgamy po specjalną igłę - taką wygiętą w podkówkę.


Ja wyposażyłam się w igłę dość grubą, żebym mogła przez nią przewlec sznurek, a nie nitkę. Tego typu sprzęt można zakupić w pasmanterii, więc bez paniki...
Głowę przyszywamy łapiąc igłą dolną i górną część owada - i tak naokoło.




Po doszyciu głowy związujemy końce sznurka. Właśnie z powodu szycia zabezpieczałyśmy wcześniej wlot otworu taśmą klejącą. Jednak mimo to, dla uszczelnienia, owinęłam jeszcze szew grubszą taśmą klejącą.

I gotowe! :)))



Mój tegoroczny owad waży chyba z tonę, bo w środku ma po czubek same cukierki :) Wykonując piniatę starałam się korzystać tylko i wyłącznie z materiałów miękkich, które nie wyrządzą w żaden sposób krzywdy uczestnikom zabawy.

Piniatę wieszamy najlepiej na drzewie (za te sznurki od fastryg odwłoka). Pod piniatą, zanim jeszcze zacznie się "jatka", najlepiej jest rozłożyć folię, albo koc, żeby słodycze nie wypadały na ziemię.
Dla bezpieczeństwa w piniatę powinno uderzać tylko jedno dziecko. Mogą się wymieniać i przekazywać sobie "narzędzie zbrodni" (czyli kij) z rąk do rąk, ale jak będzie uderzać kilkoro jednocześnie - w ferworze walki może oberwać uczestnik zabawy, a nie piniata. Tak więc nie polecam :)

Mam nadzieję, że mój Chrześniak będzie zadowolony z tegorocznej atrakcji. Zabawa już w sobotę!

Pozdrawiam wszystkie osoby przeglądające mojego bloga i zachęcam do tworzenia tego typu zabawek. Ciekawa jestem Waszych pomysłów - więc jakby co, czekam na zdjęcia!